agatapasiciel_wh

Witam Was serdecznie, mam na imię Agata i jestem mamą Igi 🙂
Moja znajomość z Panią Anią ,choć powinnam napisać Ciocią Anią, zaczęła się w bardzo trudnym momencie mojego życia. Byłam w ciąży i z dnia na dzień nagle coś się zmieniło. Lekko zdenerwowana pojechałam do szpitala i pamiętam jak dziś, jak w drzwiach Izby Przyjęć pojawiła się Pani Ania, choć jeszcze się nie znałyśmy poczułam, że ta Pani mi pomoże. Spojrzałam na plakietkę z nazwiskiem i zgłupiałam – nazwisko panieńskie mojej mamy, no i okazało się, że moja mama i Pani Ani mąż to kuzynostwo. Wsiadłyśmy do windy i pojechałyśmy na USG. Pani Ania cały czas była przy mnie i trzymała mnie mocno za rękę, kiedy usłyszałam ….. Pobyt w szpitalu był ciężkim przeżyciem, ale Pani Ania w każdej wolnej chwili zaglądała do mnie, rozmawiała, pomagała, po prostu była blisko!!!

Pani Aniu bardzo bardzo Pani DZIĘKUJĘ, bez Pani nie dałabym rady.

Kiedy po 8 miesiącach okazało się, że CUDA się zdarzają moje pierwsze kroki skierowałam do Izby Przyjęć, aby pochwalić się dobrą nowiną, pełna obaw odliczałam tygodnie i marzyłam o tym, żeby móc iść na zajęcia do Szkoły Rodzenia Vita, minął 21 tydzień ciąży i wraz z mężem przekroczyliśmy progi Szkoły. Mimo, że nadal przerażeni i zestresowani w każdy wtorek stawialiśmy się na zajęcia i chłonęliśmy informacje przekazywane przez Panią Anię. Każdy tydzień to nowa wiedza, która coraz bardziej otwierała nam oczy, że rodzicielstwo to nie przelewki i nie ma się co bać porodu, a trzeba się przygotować na trudne momenty po porodzie. Mijały tygodnie, brzuszek rósł, zaczęliśmy wraz z mężem szykować wyprawkę, powoli mijały obawy i przerażanie, że kolejny raz może się nie udać, ale to tylko dzięki spokojowi Pani Ani, do której mogłam się zwrócić z każdą drobnostką. Równo do 40 tygodnia czekałam na skurcze, na to że wody odejdą mi spektakularnie w najbardziej niespodziewanym momencie i że będę taksówką jechać do szpitala, bo mąż będzie w pracy, jednak nic takiego się nie zadziało. 01.07.2013 stawiłam się na Izbie Przyjęć bez skurczy ale za to z mężem 😛 zwarta i gotowa do porodu. Oczywiście przyjęła nas Pani Ania i poinformowała mnie, że na następny dzień będę miała wywoływany poród i nasza Córcia będzie już z nami. Nieprzespana noc na patologii ciąży, a rano z torbami i pudłem z Polskiego Banku Komórek Macierzystych pomaszerowałam do porodówkę. Niestety, oksytocyna na mnie nie podziałała. 04.07.2013 przez cesarskie cięcie przyszła na świat mała i włochata Iga, która zawładnęła naszym światem i dopiero po porodzie zrozumiałam słowa Pani Ani, że poród to dopiero początek. Wiele razy po powrocie do domu korzystałam z wiedzy Pani Ani dzwoniąc do niej z najgłupszymi pytaniami. Do dnia dzisiejszego i jeszcze przez długi długi czas Ciocia Ania się od nas nie opędzi 😛 Dzięki Szkole Rodzenia zyskałam coś jeszcze 😀 Dziewczyny Wy wiecie 😛 Stworzyłyśmy nieformalny Klub Matek Wariatek i mimo braku czasu staramy się spotykać, a sprawy niecierpiące zwłoki obgadujemy na bieżąco na Facebooku, choć czasami mężowie grożą rozwodami, jakoś dajemy radę.

Kochana Pani Aniu dziękujemy za wszystko co Pani dla nas zrobiła. Jest Pani Aniołem, ale Pani to wie bo każda z nas Pani to mówi. Należy się Pani złoty medal za to, co Pani dla nas wszystkich zrobiła i dla kolejnych mam zrobi 🙂