sadlowska

Udało się! Siedzę i piszę. Nie wiem od czego zacząć, bo już tysiące razy układałam mądre zdania i szukałam pięknych słów, żeby jak najtrafniej opisać to, co przeżyliśmy… Śmiałam się, że chyba zacznę od remontu, bo remont to poważna sprawa… Wszyscy uczestnicy Szkoły Rodzenia mają remont. Ciekawe czemu, prawda?;) No i właśnie u nas w trakcie remontu pojawił się pomysł uczęszczania do szkoły rodzenia, a więc pierwsze pytania: Czy warto? Czy będziemy mieli czas na spotkania? Przecież jak zapłacimy, to warto by było jeździc na zajęcia… W sumie fajnie byłoby się dowiedzieć czegoś nowego.. Ale, ale! Jest remont! Kasa potrzebna… w sumie tyle kobiet urodziło bez szkoły rodzenia i jakoś sobie radziły… Nie, no ja też sobie poradzę! Nie. Nie idziemy na kurs… Kolejny dzień: „Jakoś sobie poradziły?“ Nie! Przecież tu chodzi o nasze dziecko, o nasze przygotowanie do porodu i macierzyństwa – nie może być „jakoś“! Idziemy! Pierwszy e-mail do pani Ani i błyskawiczna odpowiedź. Wiadomość konkretna, ciepła. To znak. Miła babka, ale pewnie musi być miła… W końcu to jej praca. Najwyżej nie będziemy zadowoleni. Pierwsze spotkanie: zapisy, nowi ludzie, każdy spogląda na siebie… Zaczynamy zajęcia, siedzimy, chłoniemy wiedzę, jedziemy do domu. Zajęcia kolejne: mój mąż zaczyna żartować. Jedni kumają, o co w żartach chodzi, inni nie. Pani Ania „kuma“. Jest coraz lepiej. Kolejne zajęcia: mamy nowych znajomych, atmosfera coraz bardziej rodzinna i ciepła. Grupa się poznała – wszyscy żartują, chłoniemy wiedzę, a nawet zadajemy pytania. Kolejna środa: pojawia się nowa para – wygladają na fajnych, ale siedzą za daleko nas:( Kolejne zajęcia: wiemy już, że to Aga i Dawid. Czekają na Boryska, który ma się urodzić w ten sam dzień co nasza Ala. Kolejne zajęcia: Aga z Dawidem na nas czekają, ćwiczymy oddechy na matach blisko siebie, wymieniamy sie numerami telefonów. Dzwonimy do siebie, rozmawiamy o ciążowych tematach, razem idziemy oglądać porodówkę, a potem stoimy na zimnycm wietrze ponad godzinę i rozmawiamy… Hmm… Tyle wspólnych tematów. Kolejne zajęcia: czujemy się jak u siebie! Aga, Dawid, pani Ania i reszta grupy to nasz team! Jest świetne. Wiedzy coraz więcej, jesteśmy coraz pewniejsi tego, co nasz czeka, czujemy się przygotowani. Z radością oczekujemy na narodziny Ali. Z Agą porównujemy brzuchy, zachowania dzieci w brzuszku i to jak się czujemy. Nie możemy się doczekać kolejnych zajęć. Ja pomimo cukrzycy ciążowej czuję się super! Którejś środy odbyły się zajęcia o bankowaniu krwi pępowinowej – bardzo ważne dla nas – krew Ali jest zabankowana, a my jesteśmy spokojni. Pewnie gdyby nie spotkanie z panią Magdą, które było wpisane w kurs nie wiedzielibyśmy, jak się zabrac za procedurę bankowania krwi. Analizując spotkania i wracając do nich pamięcią, miło wspominam też zajęcia o kąpieli noworodka i o masażu. Nasza Alicja jest masowana przez zdecydowaną i silną rękę taty i uwielbia te masaże. To nasz wieczorny rytuał, jest kąpiel, kołysanki, masaż, przygotowanie do snu. Ala uwielbia ten czas. Dzięki Szkole Rodzenia Vita jesteśmy znakomicie przygotowani do pełnienia funkcji rodziców. Potrafimy wspierać Ali rozwój, dbać o Nią i odpowiednio ją pielęgnując. Ja z natury jestem „panikująca mamą“ 😉 Ale dzięki środowym lekcjom wiem co robić i jak działać;) Uff, jestem mądrzejsza 😉 No i tak błogo mijały nam kolejne tygodnie ciąży, aż ni z gruszki, ni z pietruszki, pojawiła się wysypka na stopach. Zaczełam biegać po lekarzach, co okazało się mało skuteczne. Wylądowałam w szpitalu, ale tam była pani Ania – byłam uratowana i czułam się bezpiecznie. Przychodziła, tłumaczyła, pocieszała. Wszystko zakończyło się pomyślnie. Zajęcia środowe z każdego tygodnia były dla nas coraz ważniejsze… Grudzień… Koniec roku… zbliża się czas porodu… Aga z Dawidem są nam już tak bliscy, że spędzamy razem Sylwestra, zastanawiając się czy nasze pociechy przyjdą na świat w starym czy już w Nowym Roku. Północ minęła…Będziemy miały dzieci ze stycznia 2014. No i tak.. Ja z cukrzycą ciążową trafiłam do spitala na kilka dni przed porodem. Poród miałam wywoływany. Wiedziałam, że jestem przygotowana i dam sobie radę- byłam spokojna. Pani Ania odprowadza mnie na porodówkę. Będzie dobrze- w końcu tak długo czekałam na Alicję. Poród trochę trwał – zakończył się cięciem cesarskim. Było ciężko, ale co z tego?! Jest z nami Ala, ciocia Ania jest blisko – sms, telefon. Jest przy nas i pomaga, tłumaczy, tuli, ociera łzy, żartuje. Mówi: „ważniejsze jest to po, nie przed“. Hm… mnie wszystko boli, a ma być jeszcze ciężej. Ja po cięciu cesarskim nie byłam w formie. Mąż… Tak – teraz musiał pomóc mąż;) Tomek zawsze bał się tego, że nie bedzie wiedział, jak złąpać takie maleństwo. Ja leżałam i patrzyłam – nie mogłam nic więcej zrobic. Tomek zręcznie złapał nasze Maleństwo, przewinął, utulił, ucałował, podał mi i pomógł przystwić do piersi. Radził sobie znakomicie! Nie boi się wogóle! Radzi sobie doskonale! Jest przygotowany do roli ojca! Duma mnie rozpiera – Ala jest taka malutka, Tomek taki dzielny – ja uczę się karmić, Tomek wspiera – ciocia Ania jest blisko, służy pomocą. Jest przy nas – pomaga, tłumaczy tuli, ociera łzy, żartuje. Jestem szczęśłiwa! Wychodzimy do domu..To już koniec kursu? Koniec zajęć w Szkole Rodzenia? Dziwnie nam… Jak bez cioci Ani żyć? Jest już nam tak bliska… Nie chcę o niej zapomieć, nie chcę, żeby była osobą, która tylko na moment pojawiła się w naszym życiu – przecież była z nami w najważniejszym momencie naszego życia… Tak nam pomogła… Przecież to „nasz człowiek!“. Powrót do domu. Wieczór… Dzwoni telefon… Ciocia Ania pyta jak karmienie. Po odłożeniu telefonu łzy mi same płyną.. Nie zapomniała o nas! Zadzwoniła zapytać jak karmienie.. Jeny jak miło! Kolejne dni, tygodnie, miesiące – telefony, smsy, maile.. Porady, pytania, wątpliwości. Ze strony cioci Ani: wskazówki, ciepłe słowo, serdeczny uśmiech, przytulasy! Nasza przygoda ze Szkołą Rodzenia nie skonczyła się z momentem wyjscia ze szpitala – ona trwa nadal. Jesteśmy spokojni, wiemy że ciocia Ania posłuży radą, pomocą, ciepłym, albo konkretnym i stanowczym głosem powie co robić (zdarza się nam panikować;) ) No i tak nasza przygoda trwa… Zdarza się nam tęsknić… Oj tak… Tęsknimy często. Wtedy pakujemy się i idziemy na spacer… Gdzie? Przytulić się do cioci Ani, zobaczyć jej błysk w oku i wtulić się w otwarte zawsze ramiona! Dziękujemy! Dziś nie wyobrażam sobie, że CIOCIA ANIA była nam kiedyś „obca“, że tak naprawdę nie wiedzieliśmy o isteniu Cioci Ani! Jak to możliwe? Nie wiem… Także Szkoła Rodzenia Vita to nie tylko fachowa, konkretna wiedza, ale i nowe przyjaźnie. Dziś czytam napisany tekst. Ala ma już 4 miesiące. Słucha uważnie, uśmiecha się i fika nóżkami. Tekst napisany. Zaakceptowany. Ala zadowolona, tak jak my z naszej przygody ze Szkolą Rodzenia Vita. Historia spotkania tak wspaniałych ludzi, fachowej wiedzy i opieki, niech idzie w świat. Niech wszyscy cieszą się naszą historią i naszą ciocią Anią! Aaaa! Jest jeszcze coś;) Pozycja noszenia dziecka na „ciocię Anię“- ale o tym już nie napiszę;) To nowe pojęcie w Szkole Rodzenia. Musicie je poznać, jest sprawdzone i niezawodne!