dorota2_wh

Mam na imię Dorota, mam 33 lata i od 4 miesięcy jestem mamą najcudowniejszego i najukochańszego brzdąca na świecie 🙂 Mój synek ma na imię Markus i jest pogodnym i grzecznym chłopcem, co w dużej mierze zawdzięczamy naszej kochanej Pani Ani Appelt. Zaczynając od początku musiałabym się cofnąć aż do ponad roku przed zajściem w ciążę, kiedy to wylądowałam z chorym jajnikiem na patologii ciąży, gdzie leżałam na sali z mamusią i jej dwutygodniową córcią, które pewnego dnia odwiedziła Pani Ania. Jej charyzma i sposób bycia powaliły mnie od pierwszego spotkania, to jak obchodziła się z Julką wprawiło mnie w osłupienie. Pamiętam, że przez ponad 15 minut przyglądania się myślałam sobie, że to cud, że to maleństwo jej nie spadło. Nigdy nie widziałam takiej wprawy w obchodzeniu się z noworodkiem i to była tak naprawdę pierwsza lekcja nieświadomie mi dana przez panią Anię, że noworodek to nie nieruchome zawiniątko w beciku, od czasu do czasu kwilące i ssące tylko pierś, ale mały człowieczek, który lubi zmieniać pozycję, oglądać świat i nie trzeba się bać mu go pokazywać już od pierwszych tygodni. Oczywiście spytałam co to była za pani i dowiedziałam się w ten sposób o szkole rodzenia, którą pani Ania prowadzi. Ponad rok później dowiedziałam się, że jestem w ciąży i w 21 tygodniu razem z mężem i pokaźnym już brzuszkiem przekroczyliśmy próg szkoły rodzenia. Zajęcia u pani Ani dla rodziców spodziewających się pierwszego dziecka (szczególnie takich którzy tak jak my nie wiedzą wiele o byciu mamą i tatą, a zarazem chcą uniknąć miliona rad, które każdy przyszły rodzic musi wysłuchać od każdego kto ma już dzieci, albo nie daj Boże ich nie ma, ale nie wiedzieć czemu uważa się za eksperta) są bezcenne. To właśnie w Vicie nauczyliśmy się nie tylko typowo technicznych spraw typu pielęgnacja noworodka, techniki karmienia piersią, masażu niemowlaka, czy (wg mnie jedna z ważniejszych lekcji) pierwsza pomoc, ale również przestałam się bać porodu, a nawet zmieniłam zdanie co do porodu naturalnego, którego za wszelką cenę chciałam wcześniej uniknąć. Tam też nauczyliśmy się niesłychanie dużo o wielu uczuciach, które towarzyszą staniu się rodzicem, pani Ania zaszczepiła w naszych głowach, że rodzicielstwo to coś tak cudownego i odkrywczego i w żadnym razie nie powinniśmy się tego bać, tylko codziennie wychodzić naprzeciw nowym wyzwaniom. Nieocenione również jest ciepłe, wręcz matczyne podejście pani Ani do przyszłych mam. Nasz „turnus” jak to nazywa pani Ania był dość specyficzny i na pewno dał jej popalić, ale nigdy nie straciła do żadnej z nas cierpliwości, nigdy nie wyśmiała naszego nawet najglupszego pytania, zawsze kiedy jej potrzebowałyśmy, a potrzebowałyśmy prawie bez przerwy 🙂 była pod telefonem, co z resztą nie zmieniło się po ukończeniu kursu. Czy to jakieś banalne pytanie w środku dnia, czy awaria cyckowa w środku nocy, zdrowa czy chora na urlopie czy w pracy pani Ania zawsze miała i ma dla nas czas. Rozpisałam się i mogłabym pisać kolejne długie strony, ale komu chciałoby się tyle czytać 🙂 na koniec napiszę tylko dziękuję pani Aniu za wszystko i niech pani wie ze właśnie lecą mi łezki, bo czas ciąży i te cztery ostanie miesiące dzięki pani i szkole to czas ktory zawsze będzie miał specjalne miejsce w moim serduszku i mam nadzieję że nasza przyjaźń i przyjaźnie zawarte dzięki szkole będą trwać lata 🙂 Nie mogłabym nie wspomnieć o mojej zwariowanej i niezastąpionej, w kazdej chwili gotowej na spotkanie czy w razie nagłej potrzeby przy „skoku hormonów” (czyt.: „ciężka depresja spowodowana chronicznym zmęczeniem z powodu braku snu lub bezustannego,co zdaje się tylko zazwyczaj nam, płaczu lub marudzenia dzieciątka„) ekipie, w której znalazłyśmy, a przynajmniej ja znalazłam, towarzyszki doli i niedoli, z którymi śmieje się, płaczę, narzekam i chwalę czego to nasze dzieci „dzielnie” się nauczyły 🙂

Kochane przyszłe mamusie nawet przez moment nie zastanawiajcie się nad pójściem do Szkoły Rodzenia Vita! Ani jedna minuta, ani jeden grosz nie idą na marne dzięki pani Ani 🙂