101_2617

 

Nasza córeczka urodziła się prawie 15 miesięcy temu, w maju 2015 roku w ciepły i wietrzny dzień, tuż przed majową burzą. Teraz sobie smacznie śpi po pysznym obiadku, a ja mogę spokojnie oddać się wspomnieniom.

Nel jest dzieckiem zaplanowanym i wyczekiwanym przez nas. Cała ciąża przebiegała bez komplikacji, jednak coś zmieniło się na samym końcu… Do szkoły rodzenia zapisaliśmy się w 5 miesiącu ciąży chcąc bliżej poznać tematy ciążowe, porodowe i dziecięce i oswoić lęki (szczególnie ja) oraz obalić mity z nimi związane. Szkoła „Vita” okazała się dobrym wyborem, choć nie ukrywam, że nie jednokrotnie podczas zajęć nie zgadzałam się z poruszanymi kwestiami, dzisiaj wiem, że po prostu na tamtą chwilę ich nie rozumiałam.

Poród odbył się w dniu wyznaczonego terminu, gdy po nieprawidłowych wynikach badania KTG zostałam przyjęta na oddział położniczy szpitala MSW przy ulicy Markwarta. Było to dla mnie dość traumatyczne przeżycie, gdyż po wykrytych nieprawidłowościach w tętnie płodu podjęto nagłą decyzję o pilnym cesarskim cięciu. Mąż nie zdążył nawet dotrzeć do szpitala. Gdy się pojawił było już po… Pamiętam jak bardzo się bałam jadąc na salę operacyjną, bałam się o dziecko, znieczulenia, cięcia… a przede wszystkim to nie tak miało być… Miał być poród rodzinny, naturalny, z mężem i doulą, cud narodzin, a poczułam się jak przypadek medyczny… Trudno, taki scenariusz napisało życie, może na szczęście, może tak miało być, może po to by nauczyć mnie trochę więcej pokory i pokazać, że nie wszystko da się zaplanować i kontrolować… tak sobie rozmyślałam leżąc już na sali poporodowej pełnej zapachu majowych bzów po deszczu, gdy było po wszystkim, a obok leżał mały człowiek, którego musiałam nauczyć się kochać i dać wszystko to, co sama najlepszego miałam.

Piersią karmiłam krótko, może 3-4 dni, wybrałam mleko modyfikowane bo tak po prostu w tamtej chwili czułam i uważałam, że taka decyzja będzie dobra dla mnie i dla mojego dziecka. Bo szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko – tak pani Ania zawsze powtarzała i miała rację w 100%. Z resztą to właśnie ona była jedną z nielicznych osób w tamtym czasie, które nie negowały mojej decyzji odnośnie sztucznego karmienia, nie przekonywały „a może jednak…”, nie próbowała pomagać na siłę. Wspierała prawdziwie, w całym tym klimacie propagującym karmienie naturalne (często na wyrost – tak sądzę) jako jedyne i słuszne dobro, które dziecko może dostać od matki. Nie jestem przeciwniczką naturalnego karmienia ale wiem, że są sytuacje i okoliczności, które to zdecydowanie utrudniają lub uniemożliwiają. I taka mama z butelką mleka, a nie z piersią na wierzchu, to też kochająca mama, chcąca dla swojego dziecka zdrowia i bliskości. Nel karmiona mlekiem modyfikowanym (w co niewątpliwie mógł się zaangażować też tata i chętnie to czynił, jak z resztą we wszystko inne co dotyczyło i nadal dotyczy córeczki) jest zdrowym, ślicznym, uśmiechniętym od rana do wieczora  i wspaniale rozwijającym się dzieckiem. A my niewątpliwie dumnymi i świadomymi rodzicami. Zadowolonymi z tego, że w styczniu 2015 roku przekroczyliśmy progi szkoły rodzenia „Vita”, przez co wszystko co nas spotkało w temacie okołoporodowym,  było łatwiejsze do przejścia i zrozumienia. Pani Anna Appelt to doświadczony profesjonalista w swojej dziedzinie, który doradzi, wesprze, uświadomi, a jak trzeba to w sposób żartobliwy, niby między zdaniami, wskaże co jest nie tak. Ważne jest też to, że potrafi o sprawach trudnych, nie zawsze wygodnych, mówić wprost, nie owijając w bawełnę. Staramy się od czasu do czasu odwiedzać szkołę i przede wszystkim panią Anię. Zawsze kiedy jesteśmy w odwiedzinach i widzę te kolejne pary uczęszczające na zajęcia to myślę sobie, jaki to fajny czas właśnie przeżywają przygotowując się do tak ważnej roli w swoim życiu. A do tego wszystkiego w tak trafionym miejscu jakim jest Szkoła Rodzenia „Vita”.