13978368_1122345547802769_1658719853_o

Pod skrzydła Pani Ani Appelt i Szkoły Rodzenia Vita trafiliśmy około 2 lat temu w 28 tygodniu naszej ciąży.

Zrobiliśmy rekonesans wśród bydgoskich szkół rodzenia, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na Vitę .. i całe szczęście!

 

Doskonale pamiętam początkowe zajęcia, na które regularnie się spóźnialiśmy ( oboje z mężem pracowaliśmy w ciąży.. tak, mąż również w niej pracował o zgrozo, a przecież powszechnie wiadomo, że to tata jest bardziej w ciąży.. ). Wpadaliśmy do sali pełnej brzuchów, ja z zajęć na zajęcia zapadałam się coraz bardziej w worek sako. Mąż ocierając pot z czoła ( bynajmniej nie z powodu temperatury bo sala jest klimatyzowana ) wysłuchiwał opowieści o porodzie, cesarce, masażach (różnych części ciała.. na niektóre nawet by nie wpadł 😉 ), oddychaniu, przewijaniu, nacinaniu, piłkach, prysznicach, gazie, laktacji, nawałach, nakładkach, urokach, problemach, fajerwerkach i wybuchach na sali porodowej.. no dobra, o wybuchach nie było 😉 Natomiast w trakcie zajęć doskonale wytrenowaliśmy mięśnie brzucha, bo czasami można było na nich wręcz urodzić ze śmiechu 😀

 

Ogrom informacji wydawał się dla nas przytłaczający, im bliżej godziny „0” tym bardziej wydawało nam się, że sobie nie poradzimy.

Oczywiście nic bardziej mylnego.. szkoła przygotowała nas doskonale zarówno do porodu jak i do armagedonu następującego po nim – tak, tak, wszystko się zgadza, poród to dopiero początek, a dopiero potem zaczynają się schody jak to pani Ania zwykła mawiać na zajęciach.

 

Historia samego porodu nie jest filmowa, różowy bobasek nie wyskoczył przy kichnięciu po trzech skurczach .. termin przechodziliśmy dwa tygodnie, skończyliśmy z zatruciem, nadciśnieniem i innymi takimi na 12 godzinnym indukowaniu porodu zakończonym cesarskim cięciem.

 

Najważniejsze jednak, że mimo turbulencji Leon pojawił się w naszym życiu cały i zdrowy. 

Poradziliśmy sobie z połogiem, laktacją (karmiliśmy 1,5 roku), a dzięki kursowi pierwszej pomocy nawet z kawałkiem bułki, który utkwił w gardle prawie dwulatka ( horror każdego rodzica wrrr ). 

 

Telefon do Pani Ani niejednokrotnie uratował nam jeszcze ykhm…. okazał się bardzo pomocny kiedy w głowie była pustka, a sytuacja wydawała się bez wyjścia.

 

Za kilka dni na świat przyjdzie młodszy brat Leona, wszystko zaczniemy od początku, ale teraz czujemy się już znacznie pewniej. 

Oczywiście nie wykluczamy telefonu „do przyjaciela” 🙂 jakim niezmiennie i już na zawsze jest dla naszej rodziny Pani Ania .