14956460_591182887723538_43958527887955291_n

WITAM. Po namowie Pani Ani postanowiłam napisać co nie co o mojej przygodzie życia. W ciążę zaszłam bardzo szybko bo zaledwie po 3 miesiącach znajomości z moim obecnym mężem. Od początku byłam nastawiona, że pójdę do szkoły rodzenia. Jeszcze wtedy nie wiedziałam gdzie .Moja ginekolog zaproponowała mi szkołę  Pani Ani. I to był strzał w 10. Z natury jestem osobą bardzo uparta i jak coś powiem tak musi być, He he chyba każda kobieta tak ma…no wiec uparłam się na poród naturalny, w mojej głowie tylko to się liczyło..no i nadszedł ten wieczór, kiedy po kolacji urodzinowej mojej siostry wróciliśmy do domu, a ja taka najedzona mówię do mojego partnera, wiesz tak sie najadłam, że muszę sobie p…..ć,  he  he i w tym momencie odeszły mi wody. Przerażenie totalne  ale na spokojnie wykonałam telefon do Pani ANI a ona, że mam sie zbierać i jechać do szpitala. Moim problemem w tym momencie było jedno, stanęłam przed szafą i mówię tak…no jak ja mam jechać na poród , w co tutaj się ubrać….he he…jakbym miała na wybieg dla modelek iść….Dojechaliśmy do szpitala. Przyjęli mnie na oddział do Pani Marioli, która była bardzo miła. No i to szło błyskawicznie. O 24 weszłam na porodówkę a o godz 2:50 Zuzanna była juz z nami. Byłam z siebie i partnera bardzo dumna. Pomógł mi bardzo swoją obecnością .Z resztą nie tylko wtedy. Byliśmy szczęśliwi, że wszystko poszło tak jak chcieliśmy, a ja z siebie, że dałam radę. Nasze plany i marzenia runęły po dwóch miesiącach od porodu. Pewnej nocy obudził mnie płacz córeczki. Wiedziałam ,że jest głodna, tak wiec wstałam i poszłam przygotować mleko. Gdy wstałam z łóżka bardzo rozbolała mnie głowa. Obudziłam Piotra mojego partnera i prosiłam aby pilnował Zuzi bo musze iść do łazienki. Czułam, że jest mi niedobrze, w między czasie wzięłam tabletkę  przeciwbólową ale i to nie pomogło. Długo nie wracałam z toalety i Piotr sie zaniepokoił i przyszedł zobaczyć co się dzieje. Już wtedy byłam nie przytomna. Dostałam udaru krwotocznego mózgu. Byłam 5 dni w śpiączce gdzie leżąc łysa pod respiratorem walczyłam o życie. Wygrałam tę walkę dzięki mojej córce. Dla niej i mojego męża. Pisząc to teraz i wspominając to wydarzenie łzy same płyną, ale to nauczyło mnie doceniać każdą daną chwilę w życiu…nie poddaję się, nadal walczę bo nie mam sprawnej jeszcze do końca ręki…wiem, że  już nigdy nie będzie tak jak było…ale cieszę się, że żyję i uczestniczę  w wychowaniu mojego szczęścia ,już teraz Przedszkolaka. To zdjęcie zaraz po porodzie, muszę  wam jeszcze powiedzieć  i z tego miejsca też podziękować za zainteresowanie się moją chorobą  właśnie  Pani Ani kochanej, mojej Pani ginekolog Anicie Kazdepce , jak i Pani Mariolce, która odbierała poród. Słuchajcie, one mnie odwiedziły gdy byłam w śpiączce na intensywnej terapii. DZIĘKUJĘ:  Pani Aniu dziękuję za wszystko. Kochamy i pozdrawiamy. Nasza TRÓJECZKA  Aga, Piotr i Zuzanna